Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline New York. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline New York. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Podkład Affinimat od Maybelline - moje wrażenia

Matowanie to podstawa przy mieszanej lub tłustej cerze, dlatego warto zaopatrzyć się w odpowiedni podkład. Ostatnio dosyć głośno jest o nowości Maybelline-dziś właśnie o nim...



Pierwsze spotkanie z podkładem było dla mnie pełne niespodzianek. Nie spotkałam się wcześniej z tak rzadka konsystencją podkładu, mimo to okazało się,że bardzo łatwo się nim pracuje.  Rozprowadza się błyskawicznie i nie zostawia śladów.

 

Kolor jaki otrzymałam jest najciemniejszy z całej gamy, jednak po dokładnym rozprowadzeniu  dopasował się doskonale do mojego naturalnego kolorytu.  Nie tworzy maski. 

 

Krycie jest na dobrym poziomie, ale nie uniknęłam użycia korektora. Podkład dobrze matuje, ale efekt nie utrzymuje się zbyt długo w problemowej strefie T. Po około 2-3 godzinach musiałam przypudrować nos i czoło. Reszta twarzy była po tym czasie w bardzo dobrej formie. Podkład nie zatkał mi porów, nie wywołał alergii. Zastanawiający jest jednak alkoholowy zapach...(na trzecim miejscu w składzie).

 

Moja ocena: 7/10

Informacji o nim szukajcie TU!!!




czwartek, 9 maja 2013

The rocket - recenzja


Tusz do rzęs  The rocket volume express– recenzja








Od producenta:

DLA KOGO?
Dla kobiet, które pragną nadać swoim rzęsom natychmiastowy efekt wyrazistej objętości bez grudek.

DZIAŁANIE
•    Połączenie nowoczesnej szczoteczki Ultra – Sonic, która zapewnia równomierne pokrycie tuszem zapobiegając powstawaniu grudek, z legendarną formułą Fast – Glide, pozwala osiągnąć nawet 8 razy większą objętość rzęs.
•    Maskara dostępna w dwóch odlotowych odcieniach: czarnym, o głębokim, intensywnym nasyceniu, oraz brązowym – dla kobiet poszukujących wybuchowej objętości w nieco subtelniejszym wydaniu.

EFEKT

Wybuchowa objętość w ekspresowym tempie, pogrubione rzęsy bez grudek.



A co ja o niej myślę?

The rocket to maskara z pazurem. Nie można zarzucić jej przeciętności. Czerń jest pierwszorzędna. Wystarczy jedno pociągnięcie a makijaż nabiera charakteru.
Nie zawiodłam się na trwałości tuszu. Czarne pozostaje czarne… tam gdzie ten efekt jest pożądany. Nic się nie marze, nie zostawia śladów – jest schludnie, wyraziście i drapieżnie. Tusz szybko zasycha. Jedyna rzecz na której się zawiodłam w trakcie tych testów to mój płyn do demakijażu.
Pogrubienie – czy ośmiokrotne? Hmm… podejrzewam ,że jest to możliwe, ale ja aż na tyle sobie nie pozwoliłam. W zupełności wystarczył mi efekt, który otrzymywałam po 2 lub 3 pociągnięciach. Moje rzęsy uległy metamorfozie… stały się doskonale rozdzielone, uniesione i podkreślone.  Muszę jednak dodać ,że ten wspaniały efekt uzupełniony został o pogrubienie, któremu nie towarzyszyły grudki – podejrzewam ,że wiele kobiet ma dylemat wybierając tusz w sklepie, czy tym razem zdecydować się na objętość i tolerować „kluchy” , czy zdecydować się tylko na perfekcyjne rozdzielenie?  Ja poczułam ulgę parząc w lustro, bo mam to co chciałam. 

 
Szczoteczka – bardzo zgrabna… pierwszy raz taki kształt wpadł mi w ręce.  Nie zastanawiałam się dwa razy, bo przecież nowości są po to, aby się z nimi zmierzyć. 

 


Podoba mi się efekt , który osiągnęłam dzięki tuszowi The rocket, uważam, że podkreśla mój zdecydowany charakter i jakże wybuchowy temperament. Nie ma obaw, to nie jest tusz, tylko dla nastolatek , których nic nie ogranicza-efekt jaki się otrzyma zależy od ilości pociągnięć szczoteczką, dlatego jeszcze bardziej go polubiłam.





Pojemność: około 10 ml

Cena : około 25 zł

Czy wrócę do niego?: Tak

Moja ocena: 10/10