Witajcie. Dzisiaj chciałabym poruszyć delikatny, ale jakże dobrze znany problem dla wielu z nas. Tak...wągry.
Przegrzebałam internet w celu wyszukania czegoś konkretnego,ale jakoś niewiele znalazłam tych "wspaniałych" kuracji domowych. Skoro problem zdaje się być taki "oczywisty" , czemu nie zasięgnąć do szafki kuchennej zamiast do łazienki? Eksperymenty to coś dla mnie.
Wiem , że tego pseudo towarzysza nie trzeba przedstawiać , ale... zasięgnijmy teorii :
Wykwity tego typu powstają w okolicach łojotokowych, typowo na twarzy, klatce piersiowej i plecach. Bezpośrednią przyczyną powstania jest zastój łoju i rogowacenie ujść mieszków włosowych.
Rodzaje zaskórników
Zaskórniki zamknięte (microcomedones) - powstają w zamknięcia ujścia gruczołu przez proliferujące komórki warstwy rogowej naskórka. Są barwy białej, drobne, widoczne po naciągnięciu skóry.Zaskórniki otwarte - powstają w następstwie zastoju łoju i nadkażenia (głównie bakteriami Propionibacterium acnes). Wydobywa się z nich masa łojowo-rogowa, która utleniając się nadaje wykwitowi ciemny kolor. Zaskórniki otwarte mogą przekształcić się w wykwity grudkowo-krostkowe lub torbiele ropne.
Źródło
Wracając do moich poszukiwań...
Natrafiłam na forum, na którym jedna z dziewczyn zachwalała swoją, podobno sprawdzoną metodę. Mianowicie: mąka (dużo mąki) + woda +miód(dla uzyskania odpowiedniej,maseczkowatej konsystencji. Zabrzmiało to jak przepis na ciasto... ;) Wykonałam maseczkę, nałożyłam na twarz, masowałam wg zaleceń i po kilku minutach zaczęłam zmywać. Ostatnia czynność okazała się trudniejsza niż poprzednie, ale czego się nie robi dla zmian... Na finiszu coś...? zaczęło się wałkować (wg wskazówek to dobry znak, bo podobno to miały być zaskórniki, ja jakoś w to wątpię) . Pierwsze wrażenie po zmyciu było całkiem w porządku, ale tylko pierwsze. Skóra rzeczywiście była oczyszczoną, przynajmniej w jakimś stopniu, ale za to bardzoooo przesuszona. Natychmiast sięgnęłam po krem nawilżający. Przydała się jego spora ilość. Po dokładniejszych oględzinach skóry, zauważyłam, że problem nie zniknął całkowicie. Troszkę może ich ubyło, ale za to miałam kolejny problem-zaczerwienioną i piekącą skórę... Kiedy emocje już uszły, myślałam , że wszystko wraca po woli do normy, a tu niespodziewanie doczepiło się do mnie jakieś uczulenie. Podsumowując, skończyłam na dawce wapna przed snem.
Coś kosztem czegoś. Okazuje się , że mąka z wodą też może zaszkodzić... Wiem , że niektóre z dziewczyn chwalą sobie ten sposób, ale każda z nas jest inna, ma inne problem i potrzeby. Ja nie piszę się już więcej na ten "domowy przepis", poszukam czegoś innego.
Może Wy macie jakieś ciekawe pomysły? Jak pozbywacie się nieproszonych gości?
pozdrawiam
moni0212